Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suche pastele. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą suche pastele. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 23 marca 2015

Pastele w kredce- Derwent kontra Gioconda

Dziś kilka słów o najpopularniejszych w Polsce pastelach oprawianych w drewnie. Wolałabym, aby post był bardziej obszerny i przedstawiał porównanie produktu wielu firm, jednak zawsze mam dylemat- zakupić w sklepie internetowym nowe pastele w kredce, skoro mam jeszcze mnóstwo starych, czy wypełnić poprzedni plan. Zawsze decyduję się na nieco inne rzeczy, głównie ze względów praktycznych. Więc korzystam z pasteli firm Derwent i Koh-i-Noor.
Nie do końca rozumiem. dlaczego nasz kraj skupia się w tej kwestii jedynie na produktach tych dwóch firm. Zakładam, że można znaleźć coś nieco bardziej optymalnego ceną i jakością, choć pewna być nie mogę. Pojedyncze sklepy internetowe (nie mówię o stacjonarnych sklepach, bo niestety oba plastyczne sklepy w moim mieście oferują tylko i wyłącznie pastele w kredce Derwent) sprzedają kredki Cretacolor, Conte, niestety ani jeden nie oferuje pasteli Faber Castell na sztuki (jeśli ktoś kiedyś znajdzie, proszę o namiary). Ja niestety często czuję się postawiona pod ścianą i już nie szukam rozwiązań, tylko sięgam po najłatwiejszą opcję- kupuję po kilka sztuk brakujących kolorów przy okazji zakupów stacjonarnych, albo dokładam do zamówienia pastele Gioconda.
Zapewne, gdy spełnię swoje najbliższe marzenia, jeśli chodzi o przybory rysunkowe i malarskie, wrócę do tematu poszukiwań pasteli idealnych i pierwszym celem będzie zestaw firmy Faber Castell :)
Obecnie posiadam po kilkanaście sztuk pasteli obu producentów, dłużej używam tych Derwentu. Kolory, jakimi dysponuję to zazwyczaj ziemiste odcienie, brązy, szarości, to jasne, ze względu na tematykę, jaka przeważa w moich pracach. Pastele w kredce służą mi do szczegółów pracy, bardzo rzadko wykonuję większy obszar tylko i wyłącznie przy ich pomocy. 

Pastele w kredce Koh-i-Noor Gionda


Lakierowane bezbarwnie, z informacją o producencie, produkcie, kolorze oraz numerze, końcówka w rzeczywistym kolorze kredki. Dostępne w gamie 48 barw  pojedynczo lub w zestawach 24 lub 48 sztuk. Rdzeń nie jest zbyt gruby, ma średnicę 3,8 mm. 

Derwent Pastel Pencil


Czerwone, lakierowane lub nie kredki o średnicy rdzenia 5 mm. Końcówka w rzeczywistym kolorze, zawierają czytelne informacje o producencie, produkcie, kolorze oraz numerze. Derwent oferuje 72 barwy i można w tej gamie znaleźć naprawdę miłe dla oka odcieni. Zestawy są mocno zróżnicowane, można zakupić 6, 12, 24, 36, 48, 72 sztuki, a także specjalny zestaw w odcieniach skóry.

Myślę, że taka ogólna tabelka jest dość czytelna i wniesie wiele istotnych informacji.


Gioconda
Derwent
cena
ok. 2zł
ok. 4,5zł
grubość rdzenia
3,8 mm
5 mm
gama kolorystyczna
48 kolorów
72 kolory
oprawa
drewno zróżnicowanej jakości, bywa twarde i trudne do ostrzenia nawet nożem
drewno raczej uśrednionej jakości, najczęściej miękkie i łatwe do ostrzenia
pigmentacja
dobra i średnia
dobra i średnia
konsystencja
kruche, twarde
kruche, miękkie
wypełnienie kredki rdzeniem
końcówka niewypełniona rdzeniem (ok. 2 cm)
całkowite
wytrzymałość na uszkodzenia
raczej odporne
raczej odporne


Podsumowując, angielska firma oferuje nam produkt nieco lepszej jakości, choć nie jest idealny, myślę, że cena jest adekwatna do produktu. Na pewno absurdem i niemiłym zaskoczeniem jest to, że firma Koh-i-Noor przygotowała dla nas niespodziankę w postaci pustej, wydrążonej dziury na końcu kredki. Przy pierwszej wykończonej pasteli myślałam, że może to po prostu pojedyncza sytuacja, ot czasem się zdarza, ale niestety takie oszustwo jest co najmniej niemiłe. Co zrobić gdy szukamy pasteli idealnych dla siebie? Szukajmy albo poza krajem (nie daję gwarancji, że inne dostępne poza granicą będą spełniały nasze oszukiwania), albo pogódźmy się z tym, że nie ma ideałów. Można swoje potrzeby zaspokoić stosując kombinację kilku producentów. Po kilka kredek wielu firm na pewno jest w stanie ucieszyć nawet wybrednego użytkownika.
A na koniec mały bonus- rzeczywiste porównanie bieli i czerni oferowanej przez Derwent oraz Gioconda:



Mam nadzieję, że post okazał się pomocny dla wielu z Was.



niedziela, 15 lutego 2015

Jak rysować siwego konia?

Ostatnio trochę się skupiłam na przedstawianiu siwych koni. Jeśli chodzi o pastele, od zawsze miałam problem z tą maścią i niechętnie rysowałam siwki. Zazwyczaj zaczynałam pracę od naniesienia białej pasteli na papier i na takiej bazie zaznaczałam szczegóły sztyftami lub pastelami w kredce w odcieniach szarości lub kremowymi. Nie analizowałam tej metody, nie szukałam rozwiązań, po prostu uznawałam, że tak być powinno, bo to logiczne, ale to był błąd :)
Jakiś czas temu zaczęłam rozmyślać, jakie działania podjąć, aby tą białą pastelę- bazę zostawić w spokoju. Ona po prostu była ściągana przez następnie użyte media i zwyczajnie nie wyglądało to ładnie. Śmiać mi się chce, że używałam tak długo trybu automatycznie bezmyślnego, zamiast zgłębić temat i popróbować nowych sposobów na siwe- białe konie. Najprostszym rozwiązaniem było po prostu użyć jasnej szarości jako bazy i na niej pracować z bielą w jaśniejszych partiach, ciemną, niebieskawą szarością, fioletem, błękitem, grafitem i czernią w miejscach zacienionych. Dzięki takiemu podejściu uzyskałam efekt, jaki był dla mnie bardziej satysfakcjonujący.

Być może ktoś też ma ochotę użyć kolorowej techniki do przedstawienia siwka, a nie wie jak się za to zabrać. Polecam wypróbować oba sposoby i zobaczyć co jest bliższe ideału. Poniżej przedstawiam proces tworzenia odkrytą niedawno metodą :D Siwki nadal dla mnie są trudniejsze, mniej atrakcyjne, głównie z uwagi na to, że na ich sierści nie możemy zaznaczyć zdrowego blasku, trzeba się nieco natrudzić, aby nie powstały płaskie, mało plastyczne plamy.







Inne prace wykonane tym sposobem:



Oraz te, które wykonałam wcześniej z użyciem białej pasteli jako bazy:






piątek, 9 stycznia 2015

Suche pastele- jakie wybrać?

Sucha pastela to narzędzie, które może dać wiele radości podczas tworzenia, a efekty nią uzyskane są jedyne w swoim rodzaju. Abyśmy mogli w pełni korzystać z zalet tej techniki warto wybrać pastele dobrej jakości. W większości przypadków zły zakup spowoduje zniechęcenie i zawód. Dlatego zanim kupimy swój zestaw pasteli, poczytajmy opinie o poszczególnych firmach i zdecydujmy, mając jakąkolwiek wiedzę w temacie. To tyczy się właściwie wszystkich narzędzi artystycznych, nie kupujmy w ciemno, tym bardziej, jeśli cena jest niewielka.
Jeśli dopiero zaczynamy przygodę z techniką najlepszym rozwiązaniem będzie zakup średniego zestawu- 24 lub 36 sztuk, abyśmy mieli możliwość skorzystać z odcieni każdej barwy. Gdy zobaczymy jakie możliwości daje narzędzie, sprawdzimy się w pasteli, dokupmy pojedyncze pastele komponując własną gamę, która najbardziej odpowiada nam i tematyce, w której tworzymy.
Gdy zdecydowałam się, że zacznę naukę pracy z pastelą, zakupiłam zestaw 24 sztuk firmy Kooh-i-Noor. Po ćwiczeniach, opanowaniu techniki zaczęłam kupować po kilka sztuk sztyftów firmy Winson&Newton oraz Renesans, aby mieć porównanie tych z nieco wyższej półki i niższej.
W prezencie od narzeczonego dostałam zestaw portretowy 30 sztuk firmy Rembrandt (Talens). Mając do dyspozycji taką kolekcję długo kupowałam jedynie pojedyncze kolory W&N, K-i-N, rzadko Renesans. Kiedyś wpadły mi w ręce sztyfty Mungyo, więc wybrałam kilka kolorów dla siebie.
Z racji tego, że kompletowanie swojej kolekcji jest zajęciem wciągającym i właściwie nigdy się nie kończy, zakupiłam w sklepie 36 sztuk pasteli Reeves. Ostatnim natomiast zakupem był zestaw 12 sztuk z gamy brązów K-i-N.
Poniżej przedstawiam wspólne zestawienie pasteli:




Opowiem po krótce o tym, z czym się spotkałam i jakie są moje spostrzeżenia na temat ważnego wyboru pasteli

Reeves 36 soft pastels



Zakupiłam ten zestaw w stacjonarnym sklepie plastycznym. Cena była bardzo korzystna (32 zł), czytałam kilka dość dobrych opinii, a sprzedawca zapytany przeze mnie o porównanie jakościowe powiedział, że są podobne do K-i-N. Nic bardziej mylnego. Tych kredek nie można nazwać pastelami. Jak dla mnie jest to po prostu kreda, nadająca się jedynie do smarowania po chodniku i takie też zastosowanie u mnie znalazły. Nie polecam tej firmy, należałoby się trzymać od tych kredek z daleka. Jakie są? Suche, kruche, słabo napigmentowane, gruboziarniste, nie trzymają się papieru, nie wcierają w kartkę, zostawiają znikomy ślad. Okropne! 1000 razy NIE  dla tej firmy.
Mungyo



Koreańskie pastle o niskiej jakości i cenie. Mam tylko kilka sztuk, więc nie będę się rozwodzić nad nimi. Generalnie służą mi gdzieś tam w tle, aby zamalować większą powierzchnię. Dość mocno się sypią, trzymają papieru może w 30%, są drobniej zmielone niż Reeves, ale nie na tyle, aby pracowało się nimi w pełni komfortowo. Pigmentacja średnia, biel bardzo kiepska, przybrudzona.
Renesans



Polska firma, której produkty należą do tych tańszych. Suche pastele przez nią oferowane są tłustsze niż większość, zostawiają trwały, mocny ślad, są dobrze napigmentowane, a ich gama barwna jest mocno przygaszona. Przeważają zielenie i brązy- kolory ziemi, jest sporo różu i czerwieni. Ogólnie rzecz biorąc są to pastele średniej jakości, raczej przy tej granicy mniej korzystnej. Największą ich wadą jest to, że są bardzo kruche. Każde odklejenie papierka, który dodatkowo jest mocno przyklejony, skutkuje pokruszeniem na mnóstwo małych kawałeczków, więc po co je kupować? Noo może dla niektórych kolorów, bo są ciekawe ;) Biel jest mocno kryjąca, na fakturowanym papierze zakryje bez problemu jego pory. Mogę powiedzieć, że polecam, jeśli mamy możliwość kupić gdzieś na sztuki kilka kolorów, aby porównać do reszty, zobaczyć jak nam się rysuje, ale całego zestawu kupować raczej nie warto.
Kooh-i-Noor Toison D’or



Pastele najczęściej spotykane w naszym kraju, najłatwiejsze do dostania, chyba w każdym sklepie plastycznym można kupić zestawy i na sztuki. Posiadałam kiedyś jakiś mały zestaw tych pasteli, kiedy jeszcze nie korzystałam z tej techniki. Ot takie tam urozmaicenie, bardzo rzadko po nie sięgałam. Kiedy zakupiłam swój kolejny zestaw 24 sztuk i zaczęłam poważniej się tym zajmować, doceniłam po raz kolejny dobrą jakość w stosunku do niewysokiej ceny, jaką oferuje ta firma. Myślę, że jeśli ktoś zaczyna przygodę z pastelą, to jest to godna polecenia firma. Poniżej jej jakości nie warto schodzić, jeśli myślimy o kompletnym zestawie. Pigmentacja tych sztyftów jest bardzo dobra, są one dość drobno zmielone, czasem zdarza się jakieś grubsze ziarenko, no bywa. Kruszą się, owszem, alw bez przesady. Kolorów jest mnóstwo, jednak mi nie do końca odpowiadają brązy. Jest wiele czerwonawych, albo wpadających w fiolet brązów. Mimo to kupiłam zestaw tej firmy, zawierający 12 sztuk pasteli w odcieniach brązu i wiele z nich używam i lubię. Nie są idealne, ale biorąc pod uwagę ich dostępność, cenę, to jednak rewelacyjne rozwiązanie, tym bardziej, że firma rozwiązała w końcu problem ze zbyt mocnym klejem na sztyfcie. Obecnie używają foliowej naklejki, perforowanej w kilku miejscach, więc łatwo je wydobyć z opakowania bez zniszczenia.
Talens Rembrandt Portrait Selection 30



Stosunkowo drogi komplet ok. 160 zł, o bardzo przyjemnej gamie barwnej. Biel i czerń znakomitej jakości. Pastele są nieco bardziej miękkie od K-i-N, drobniej mielone i pigmentacja jest nieco lepsza. Mają szeroki wybór kolorów przy zakupie na sztuki i są to kolory naprawdę miłe dla oka. Papierek nie przylega zbyt mocno do sztyftu, kruszą się, ale w niewielkim stopniu, raczej nie osypują i przylegają dobrze do papieru. Mimo, że są polecane jako jedne z lepszych, wydaje mi się, że to okrojona opinia, powinno być „jedne z lepszych, łatwo dostępnych w Polsce pasteli suchych”. Odnoszę też wrażenie, że cena nie do końca jest adekwatna do jakości. Wg mnie są lepsze od K-i-N, ale jeśli 36 sztuk K-iN kosztuje nieco ponad 50zł, a 30 sztuk Rembrandtów ok.160 zł, to porównując ich jakość najrozsądniej gdyby ich cena nie przekraczała 100zł za ten zestaw. Niemniej jednak polecam, jeśli ktoś ma ochotę wydać taką kwotę, na pewno będzie zadowolony. Ja dostałam je w prezencie, lubię je, jednak mając 160zł do wydania na pastele na pewno dokonałabym rozsądniejszego zakupu ;)
Winsor&Newton



Wyższa półka pasteli, cena wyższa (ponad 200zł za 36 sztuk). Jak widzę trudno je dostać na sztuki, więc mam to szczęście, że mogę je kupić stacjonarnie u siebie. Cena to 6-7zł za sztukę, czyli stosunkowo dużo. Co za tą kwotę mamy? Wspaniałe, wyraziste barwy, miękką konsystencję- niemal aksamitną, doskonałą pigmentację. Mają wady? Mają, cena, ale rozumiem, to jest jedna z lepszych firm, ale przez swoją aksamitność i niespotykane krycie są mało wydajne. No i niestety z racji miękkości dość mocno się kruszą. Jestem w stanie przymknąć na te wady oko, bo ślad jaki zostawia sztyft tej firmy wywołuje uśmiech na twarzy J A gama barwna zawiera i piękne soczyste kolory , jak też przygaszone brązy.

To wszystko w tej chwili, z innymi firmami nie miałam jeszcze do czynienia, choć chętnie bym wypróbowała pasteli Sennelier, Faber Castell i Caran D’ache. Nie wiem co będzie moim następnym zakupem, będę musiała przetrawić temat dłuższy czas.
Podsumowując, jeśli chcemy zacząć i jesteśmy przed zakupem pasteli, moją radą jest wybór zestawu 24 lub 36 sztuk firmy Kooh-i-Noor lub lepszej, jeśli mamy większy budżet. Na pewno nie opłaca się kupować czegoś gorszego i sporo tańszego. Do zestawu możemy dokupić po 3-5 sztuk kilku innych firm, aby mieć porównanie i w razie rozwoju zabawy w pasję wiedzieć w którą stronę podążać.
Jeżeli chodzi o portrety zwierząt niezbędne będą pastele w kredce, ale o nich będzie osobny post.


niedziela, 4 stycznia 2015

Rysowanie na czarnym papierze

 Bardzo lubię używać czarnego papieru czy to wykonując rysunek białą kredką czy w malarstwie pastelowym. W wielu przypadkach możemy uzyskać ciekawe efekty, kiedy sylwetka portretowanego obiektu wychodzi z kartki.
Czarne tło służy mi gdy nakładam pastele na cały obszar obejmujący modela lub  w przypadku jedynie zarysu. Zazwyczaj takie rysowanie jest bardzo przyjemne i dość proste, jednak zrobić później zdjęcie pracy- to jest prawdziwy koszmar, szczególnie przy pogodzie jesienno-zimowej i braku słońca.
Aparat zawsze zjada kolory i nie oddaje całego uroku skończonego obrazka, a w przypadku czarnego tła mogą dochodzić jeszcze problemy z ostrością, wydobyciem delikatnie zaznaczonych szczegółów. Zdecydowanie powinnam zainwestować w lepszy aparat ;)
Poniżej kilka przykładów wykorzystania czarnego papieru w moich pracach:






Zakończyłam ostatnio pracę nad portretem holenderskiego konia gorącokrwistego. Korzystałam ze zdjęcia Patrycji Makowskiej https://www.facebook.com/makowska.konie?fref=ts
Do wykonania pracy użyłam pasteli w kredce firmy Derwent oraz Kooh-i-Noor, białych kredek- Derwent Coloursoft oraz Progresso K-i-N, sepii w kredce, gumki chlebowej oraz płaskiego syntetycznego pędzelka. Wykorzystany papier to Canson Mi-teintes.
Pierwszym krokiem było naszkicowanie portretu na zwykłej białej kartce, kiedy najważniejsze elementy i kontur były gotowe, przeniosłam je na docelowy papier. Robię tak w przypadku rysowania na czarnym papierze, ponieważ na dobrą sprawę zmazywanie błędnych linii, usuwanie paprochów i rozmazanego pigmentu zajęłoby mi więcej czasu niż opisane działanie. Otrzymujemy po prostu czysty szkic, który ma szansę wyglądać o wiele estetyczniej :)



Następnie naniosłam pastel Derwent w kolorze ultramaryny. Na fotografii barwa ta ma ogromne znaczenie. Kreskę roztarłam pędzelkiem na odpowiednim obszarze.



Na górną część szyi naniosłam przygaszony brąz i szarość, w najbardziej oświetlonym miejscu użyłam białej pasteli w kredce Derwent, a sierść zaznaczyłam białą kredką Progresso.



Sepia potrzebna była mi do fragmentu nad ganaszem konia, rozmazałam ją pędzelkiem. Nałożyłam krótkie kreski- sierść na górną część głowy, wstępnie popracowałam nad okolicą oka.




Oko czyli największa przyjemność portretu :) I tu widać ultramarynę. Czerń użyłam tylko w tym miejscu, gdyż papier został już zbyt pobrudzony pigmentem pasteli, aby gumka chlebowa dała sobie z tym radę.




Następnie reszta pyska wykonywana tak samo jak pozostałe elementy- nałożenie koloru głównego, roztarcie, zaznaczenie sierści kredką.



Chrapy, nos dość mocno oświetlone. Wykończenie całości to chwilka, brakujące światło, wibrysy i właściwie koń gotowy.




Zdjęcie końcowe robiłam ponad dziesięć razy. Nie jestem zadowolona z efektu, brakuje mnóstwa odcieni brązu, ale to najlepsze co mogłam uzyskać w tym momencie. Być może spróbuję jeszcze to naprawić, o ile słońce zechce wyjść zza chmur. Dla mnie najważniejsza była przyjemność tworzenia, a mam nadzieję, że ktoś odnajdzie przyjemność w obejrzeniu zdjęć i przeczytaniu notki  :)

niedziela, 28 grudnia 2014

Papier do pasteli

Papier do pasteli ma wiele funkcji, które sprawiają, że używanie suchych pasteli na zwykłym gładkim brystolu traci zupełnie sens. Owszem, możemy coś narysować i na białym papierze do drukarki, ale w jakim celu?
Wydaje mi się, że siadając do jakiejkolwiek pracy plastycznej, naszym założeniem jest to, aby ją ukończyć i aby przetrwała ona choć sam proces tworzenia, co w przypadku pasteli i pierwszej lepszej kartki jest mocno wątpliwe.
Specjalny papier do pasteli ma za zadanie utrzymać pigment dzięki swojej fakturze, podkreślać wyjątkowość śladu zostawionego przez sztyft, wpłynąć pozytywnie na trwałość skończonej pracy. Zazwyczaj wybieramy papier kolorowy, a odpowiednia barwa znacząco wpływa na końcowy efekt. Ja uwielbiam pracować na papierze w odcieniach szarości, brązów, często też używam czarnego. Na szarym podłożu nasz obiekt jest najważniejszy, wybija się z jednolitego tła, a barwy pasteli są mocno podbite przez stonowany kolor. Biel staje się wyrazista i mocno odznacza się w pracy.
Papieru do pasteli jest na rynku mnóstwo. Mamy bloki w różnych formatach, białe, barwione i zebrane w różne gamy kolorystyczne, czarne, są arkusze, które można zakupić pojedynczo, zazwyczaj wielkości A4, 50x70 cm lub 70x100 cm.
W Polsce najpopularniejszy zdaje się papier Canson Mi-Teintes, jest chyba najłatwiej dostępnym w sklepach plastycznych podłożem do pasteli. Występuje on w 50 barwach, formatach (od A4 do 75x110 cm), można go kupić w blokach lub pojedyncze arkusze. Jego gramatura to 160 g/m2. Zawiera w sobie 50% bawełny, jest bardzo odporny na ścieranie, nie zawiera kwasów, a jego faktura plastra miodu pozwala utrzymać pigment pasteli i w wielu przypadkach zwiększa atrakcyjność gotowej pracy. Gama kolorystyczna tego papieru jest bardzo przyjemna dla oka (Color Chart), każdy na pewno znajdzie coś dla siebie. Cena za arkusz 50x65 cm to ok. 5 zł, czyli niewiele. Bardzo lubię ten papier, jednak dla mnie sporą wadą jest tłoczony napis z brzegu papieru, który zawsze odcinam. Nieraz jest to 1 cm, nieraz więcej (zależy w jakiej odległości od brzegu jest umieszczony napis). Jak dla mnie jest to spora niedogodność, tym bardziej, że u mnie w sklepie dostępny jest w formacie 50x65 cm, czyli jest 5 cm mniejszy niż np. Fabriano, a dodatkowe centymetry odpadają z powodu tego tłoczenia. Przykładowa praca wykonana na Canson Mi-Teintes:


Kolejnym papierem, który dość łatwo można zakupić w sklepach plastycznych jest Fabriano Tiziano. Tak samo jak Canson ma gramaturę 160 g/m2, jest bezkwasowy, jednak ma o 10% niższą zawartość bawełny. Faktura jest troszeczkę mniej przyjemna do rysowania, bo „dziurki” są głębsze. Gama kolorystyczna jest uboższa i dla mnie nieco mniej atrakcyjna, jednak zawsze coś z niego wybiorę (Color Chart). Cenę ma podobną do Cansona za arkusz 50x70 cm. Jest sprzedawany w formacie A4, 50x70 cm, 70x100 cm oraz w blokach o różnej kolorystyce. Nie ma żadnych tłoczeń i oznaczeń, w całości można go wykorzystać do pracy. Poniżej starsza praca wykonana na Fabriano Tiziano:


Ostatnio moim ulubionym papierem stał się welurowy papier niemieckiej firmy Hahnemuhle. Jest to podłoże o gramaturze 260 g/m2, jednak jest bardzo delikatny. Ma się wrażenie, że na papierowym podkładzie przyklejona jest po prostu tkanina welurowa. Także papier ten nie ma faktury jak większość papierów do pasteli, on jest mięsisty, gładki, ponieważ włosie jest równej długości. Sprzedawany jest w blokach w trzech rozmiarach (biały i kolorowy) oraz w arkuszach wielkości 50x70 cm (powyżej 15 zł za sztukę). Występuje jedynie w 10 kolorach, jednak są na tyle neutralne, że bez problemu można wybrać odpowiedni odcień i do portretu, do pejzażu i martwej natury (Color Chart). Niestety bardzo łatwo go zniszczyć, sam nacisk ręki powodować może odgniecenia na arkuszu, a szkic należy wykonywać bardzo rozważnie, gdyż wymazanie czegokolwiek jest praktycznie niemożliwe. Dodatkowym minusem jest to, że ciężko na nim rysować pastelami w kredce. Używam pasteli Derwent oraz Gioconda Kooh-i-Noor i obie firmy kiepsko sobie radzą na włochatym welurze. Nawet mocny nacisk nie spowoduje, że ślad będzie doskonale widoczny i nasycony, dlatego detale mogą być problemem. Sztyfty firm Kooh-i-Noor, Rembrandt, Winsor&Newton, Renesans są bardzo dobrze widoczne i zostawiają wyraziste kolory.  Kolejną cechą papieru welurowego jest to, że pasteli nie da się na nim rozetrzeć. Dla mnie to jednocześnie i wada i zaleta, pracuje się kreską, co mi w zupełności odpowiada przy malowaniu obiektu, przy tle hmmm no inna sprawa, bo jednak wolałoby się je rozetrzeć. Poniżej przedstawiam konia arabskiego na jesiennym tle, które zostało namalowane plamą prosto ze sztyftów. W tle są 3 lub 4 warstwy pigmentu. Praca na tym papierze bardzo się różni od tych, z którymi miałam wcześniej styczność, ale mimo niedogodności, bolącej ręki i delikatności uwielbiam go za efekty, jakie można osiągnąć. Do portretów zwierząt jest wręcz idealny, sierść zyskuje na miękkości, można świetnie oddać jej strukturę.


Przedstawione przeze mnie papiery do pasteli są tymi, które na stałe zagościły w mojej twórczości. Innych nie będę opisywać, bo albo nie miałam z nimi do czynienia, albo zbyt rzadko ich używałam.
Wiem na pewno, że spróbuję w najbliższej przyszłości papieru, który wydaje się być idealny przy mojej tematyce, jednak jest trudno dostępny i stosunkowo drogi. Mam nadzieję, że wkrótce będę mogła opisać moją przygodę z Pastelmat Clairefontaine :)